Thom Bond - wieloletni uczeń Marshalla B. Rosenberga, twórcy modelu The Nonviolent Communication (NVC)
Autor: Thom Bond
Tłumaczenie: Magdalena Macińska
Wydawnictwo: cojanato?
52 lekcje komunikacji pozbawionej przymusu, z którymi możesz się zapoznawać w swoim tempie. Każdy rozdział książki zawiera:
Koncepcję tygodnia, która opisuje jedno z założeń NVC
Historię z życia autora ilustrującą na osobistym przykładzie co może dać zastosowanie tej koncepcji,
Praktyki tygodnia, dzięki którym możesz doświadczać działania NVC w swojej codzienności
Kurs w formie książki, podobnie jak roczny kurs Praktyki Współczucia, został zaprojektowany do samodzielnej pracy.
Doświadczysz lepszego zrozumienia siebie i innych,
Z czasem konflikty w których będziesz staną się mniej bolesne,
Wypracujesz większą świadomość siebie i zaczniesz wybierać działania w wolności,
Nauczysz się wyrażać prośby w sposób zwiększający szanse, że potrzeby będą zaspokojone,
Zwiększysz spójność między Twoimi wartościami a podejmowanymi działaniami.
Nauczysz się tłumaczyć osądy na uczucia i potrzeby, by budować Twoje relacje na dialogu,
Doświadczysz większej otwartości oraz skuteczności w rozwiązywaniu sporów i nieporozumień
W trakcie lektury stopniowo pogłębiamy poziom zrozumienia i empatii dla siebie i dla innych. Pracujemy z osądami, wyzwalaczami emocji, ze złością, z naszymi przekonaniami. Rozwijamy umiejętności niezbędne do budowania relacji opartych na zrozumieniu siebie i innych, na wzajemnym zrozumieniu, do szukania rozwiązań w dialogu.
Listę koncepcji przedstawianych w książce znajdziesz TUTAJ
Wybierz tą opcję, z której chcesz i możesz skorzystać.
Na stronie wydawnictwa cojanato? W cenie 59 zł (plus koszty wysyłki)
Kupując w ten sposób, wspierasz osoby, dzięki którym książka mogła się ukazać w Polsce
W innych sklepach internetowych. Najtańszą opcję znaleźliśmy w styczniu 2026 ; za 37,38 zł (plus koszty wysyłki).
dla osób poszukujących możliwości poznania siebie z życzliwością i zrozumieniem, pragnących zapoznać się z koncepcjami Marshalla B. Rosenberga
dla osób, którym zależy na dochodzeniu do rozwiązań w dialogu,
dla pracujących z ludźmi: nauczycieli, terapeutów, księży, psychologów, wychowawców, pracowników społecznych, opiekunów grup,
dla rodziców pragnących tworzyć warunki, w których ich dzieci będą miały większe szanse rozwinąć poczucie sprawczości
dla osób w związkach, które chcą doświadczać zrozumienia i bliskości
dla osób, które chcą dzelić się NVC np. organizując grupy praktykujące w swoim środowisku
Dla osób poszukujących grup praktykujących prześlemy informację o istniejących lub powstających grupach.
Wszystkim osobom, które podadzą swój email prześlemy sugestie i wskazówki jak mogą wyglądać spotkania takiej grupy, na co zwrócić uwagę, jakie mamy prośby, by każda osoba uczestnicząca w grupie mogła samodzielnie decydować czy to jest sposób przechodzenia przez kurs, który jej/jemu odpowiada. Materiały są przygotowane przez osoby organizujące i oferujące kurs na bazie sześcioletniego doświadczenia w prowadzeniu grup.
Nie słuchaj uchem, ale słuchaj umysłem. Nie słuchaj umysłem, ale słuchaj tchnieniem. [Czynność] słuchania kończy się na uchu. Umysł kończy się na odbijaniu [pojęć]. Ale tchnienie jest pustką [swobodnie] przyjmującą wszystkie istoty. Dao skupia się właśnie w pustce i ona jest postem umysłu.
Zhuāngzǐ (przeł. Marcin Jakoby)
Empatia to podstawowa praktyka prowadząca mnie do współczucia. Jest dość prosta, a jednocześnie trudna.
W okresie dorastania oraz przez większość dorosłego życia uczyłem się słuchać umysłem. Często słuchałem w innym celu niż po to, żeby nawiązać kontakt z osobą, z którą rozmawiałem. Słuchając ludzi, skupiałem się na przyszłości: „Co mogę odpowiedzieć?” albo „Co mógłbym zrobić?”. Czasem wracałem do przeszłości: „Co mi to przypomina?”.
Myślenie o tych kwestiach rozpraszało mnie, traciłem ze sobą kontakt i coraz mniej rozumiałem, czego doświadczała druga osoba. I wtedy odkryłem empatię.
Empatia jest odkrywaniem ludzkiego doświadczenia – naszych uczuć, potrzeb – energią życiową, która próbuje się wyłonić i wskazać nam drogę. Chodzi o uważne zadawanie pytań, o chęć poznania oraz autentyczne zaciekawienie tym, przez co przechodzimy my albo ktoś inny.
Może to zabrzmieć dziwnie, ale już wiele razy byłem świadkiem, jak takie poszukiwanie czy zaciekawienie łączyły ludzi na głębszym poziomie, a czasem otwierały nawet przestrzeń duchową.
W XXI wieku umiejętność bycia obecnym w ten sposób jest dla wielu ludzi wyzwaniem, jako że zostaliśmy świetnie wyszkoleni w myśleniu, ale nie w słuchaniu. Próbując zachować się w sposób empatyczny, często mówimy coś, co nie buduje takiego kontaktu z drugą osobą, jaki mogłaby dać nam empatia. Dzieje się to nawet w sytuacjach, w których odczuwamy współczucie wobec drugiej osoby.
Wszyscy korzystamy z „nieempatycznych” form komunikacji i oczywiście wiele z nich świetnie nam służy. Zazwyczaj wypełniają one przestrzeń, zamiast ją poszerzać. Świadomość istnienia tych nieempatycznych form komunikacji może pomóc nam wybrać głębszy, empatyczny kontakt wtedy, kiedy będzie nam na nim zależało.
Przyjrzyjmy się pewnemu komunikatowi, jaki moglibyśmy usłyszeć od przyjaciela czy przyjaciółki, oraz innym przykładom nieempatycznych odpowiedzi, które zazwyczaj padają w takich sytuacjach, a które mogą uniemożliwić nawiązanie głębszego kontaktu. Nie znaczy to, że takie formy komunikacji są niewłaściwe – nie jest to natomiast empatia. Czy te odpowiedzi nie brzmią ci znajomo?
„Czasem nienawidzę mojej pracy. Szef kontroluje mnie na każdym kroku”.
„MOJA szefowa jest jeszcze gorsza. Praca z nią to istne piekło. Pamiętam, jak kiedyś…”
Kiedy ktoś dzieli się z nami tym, co się u niego dzieje, przypomina nam się nasza własna sytuacja. Nieraz odruchowo zaczynamy o niej opowiadać. Tylko pomyśl. Czy właśnie nie zmieniliśmy tematu? Czy nasi rozmówcy podjęli ten temat po to, żeby wywołać nasze wynurzenia? Zapewne nie.
„Tak, wiem, co masz na myśli. Wiesz, jest taka świetna książka o tym, jak polubić paskudnego szefa…” Albo: „Kiedy moja szefowa tak robi, to ja…” Czy też: „Próbowałaś rozmawiać z działem kadr?”
Kiedy słyszymy, że ktoś cierpi, zakładamy czasem, że chce także, abyśmy powiedzieli mu, jak może sobie w tej sytuacji poradzić. Trudno nam patrzeć na ból odczuwany przez ludzi, na których nam zależy, więc chcemy im pomóc. Czy robimy to po to, aby zrozumieć, co ich porusza, czy też chcemy znaleźć rozwiązanie? Oczekujemy, że przyjmą nasze rady? A jeżeli nie przyjmą, to czy potrafimy to zaakceptować? Czy jesteśmy tu i teraz z tym, czego doświadczają? Zapewne nie.
Mój przyjaciel Marshall Rosenberg powiedział mi kiedyś, że daje rady tylko wtedy, kiedy dostanie prośbę na piśmie, poświadczoną notarialnie i w trzech egzemplarzach. Dzięki temu może być bardziej obecny. Oczywiście na rady też jest miejsce i czas. Tylko że to nie to samo co empatia.
„To nic. W tych warunkach gospodarczych powinnaś być wdzięczna, że w ogóle masz pracę”.
Możemy odruchowo próbować odciągnąć czyjąś uwagę, żeby druga osoba poczuła się lepiej. Czy kiedykolwiek, otrzymawszy tego rodzaju odpowiedź, powiedział_ś sobie: „Tak, to prawda. Dzięki za tę myśl. Od razu mi lżej”? Bo ja nie.
„Już dobrze. Spokojnie. Nie martw się. Przejdziemy przez to razem. Wiem, że jest ci teraz źle, ale jestem pewna, że będzie lepiej. Takie sprawy zwykle rozwiązują się same”.
Kiedy dowiadujemy się o czyimś bólu, być może sami czujemy dyskomfort i chcielibyśmy jakoś naprawić sytuację. A gdyby tak sprawdzić ze sobą… to o czyją potrzebę właściwie chodzi?
„Biedactwo! Tak mi przykro, kiedy to słyszę. Nie cierpię twojego szefa”.
Solidaryzowanie się, a więc podzielanie uczucia rozmówcy poprzez wyobrażenie sobie, że doświadczamy tego samego, to nie to samo co empatia. To tak jakby na wołanie osoby tonącej wskoczyć do wody i tonąć razem z nią. Może i tonący dowie się, że rozumiesz, przez co przechodzi. Tylko że nie jest to empatia.
„Powiedz mi, co on właściwie zrobił? Czy to pierwszy raz? Zauważasz w tym jakiś schemat?”
Zbieranie danych to często wstęp do doradzania, rozgrzewka przed akcją ratunkową. Może brać się ono z naszej ciekawości albo dyskomfortu wywołanego czyimś bólem. Nasze zainteresowanie może być szczere. Tylko że nie jest to empatia.
„Jako że sam jestem szefem, to wiem, że czasami musimy ludzi trochę przycisnąć. Pewnie jest pod wpływem stresu i nie miał nic złego na myśli. Trudno być szefem i ponosić tak wielką odpowiedzialność”.
Nieraz cudzy ból wywołuje w nas silną reakcję. Zdarza się tak zwłaszcza w sytuacjach, w których wydaje nam się, że jesteśmy winni albo ponosimy odpowiedzialność. W takich chwilach ważniejsza może być dla nas nasza wersja. Wynika to z potrzeby bycia zrozumianym. Często rezultatem jest coś, co nazywam syndromem DNBO, czyli „dwa nadajniki, brak odbiornika”. Niekiedy nazywamy to „przeciąganiem liny”. Z pewnością nie jest to jednak empatia.
„W jakich jeszcze obszarach życia się to objawia? A może to jakiś schemat? Może to z powodu twojej niespełnionej relacji z ojcem?”
Czasami tak bardzo interesuje nas dotarcie do sedna, że zapominamy o tym, co mamy przed oczami. Pragnienie zrozumienia tego, co się dzieje, żeby móc poprawić sytuację, albo też chęć zmniejszenia dyskomfortu wywołanego cudzym bólem powoduje, że jak najszybciej szukamy odpowiedzi na poziomie umysłu. Niekiedy jest to też nasz sposób na radzenie sobie z własnym bólem. Bez wątpienia są takie momenty w życiu, kiedy analiza jest ważna. Tylko że nie jest to empatia.
„Hmm, wyobrażam sobie, że to frustrujące”.
„Zgaduję, że chciał_byś większej wolności wyboru, a może móc swobodniej się wyrażać?”
Jestem pewien, że żadne z nas nie powiedziało nigdy niczego takiego jak w sześciu pierwszych przykładach (uśmiecham się krzywo, pisząc to). No dobrze, mnie się zdarzyło i pewnie nieraz się jeszcze zdarzy. Różnica polega na tym, że kiedy jestem świadomy tego, co robię, to mogę zrobić coś innego, jeżeli tylko tego chcę.
Przypominam sobie, że zanim jeszcze rozwinąłem umiejętność empatii i nabrałem do niej zaufania, to zdarzało się, że pragnąłem kontaktu, ale nie wiedziałem, jak go nawiązać. Czułem się z tego powodu sfrustrowany, zdezorientowany i odcięty od kontaktu wbrew mojej woli.
To wtedy do gry wkracza empatia. Na początku powstrzymanie się od dotychczasowego nawykowego sposobu myślenia i mówienia może być bardzo trudne. Wtedy budzi się nasz „robot” i wychodzi jak zwykle.
Teraz możemy jednak wzbogacić życie o nowy sposób bycia i umiejętność budowania kontaktu na głębszym poziomie – o empatię. Przestawienie się na uczucia i potrzeby rzadko kiedy przychodzi bez trudu. Dla mnie to praca na całe życie, ale taka, która przyniosła mi najpiękniejsze z chwil.
Kilka lat temu, kiedy mieszkałem na Manhattanie, pożyczyłem mojej przyjaciółce kombi, żeby mogła się przeprowadzić do nowego mieszkania. Uzgodniliśmy, że zwróci mi je wieczorem. Czekałem na wiadomość od niej. Czekałem… i czekałem… i czekałem jeszcze trochę… Ani wiadomości, ani samochodu. Usnąłem wreszcie na kanapie.
O 2:30 nad ranem obudził mnie telefon. „Thom, dopiero skończyłam przeprowadzkę i nie mam już siły na to, żeby oddać ci dzisiaj samochód”.
„Gdzie go zostawiłaś?” – zapytałem półprzytomnym głosem.
Poinformowała mnie, że zaparkowała go w tętniącej nocnym życiem, niebezpiecznej dzielnicy Meatpacking District. Moje kije golfowe leżały na pełnym widoku na tylnym siedzeniu. Po dziesięciu minutach intensywnej empatii dla samego siebie (to opowieść na inną okazję) ruszyłem ratować samochód i moje cenne zabawki.
Słaniając się ze zmęczenia, wyszedłem na zewnątrz w ciepłą, deszczową noc. Po długich poszukiwaniach znalazłem taksówkę. Wsiadłem do samochodu, powiedziałem, dokąd chcę jechać, i ruszyliśmy wzdłuż linii brzegowej wyspy Manhattan autostradą West Side. Kiedy jechaliśmy wzdłuż rzeki Hudson, minęliśmy USS Intrepid, czyli wycofany już ze służby wojskowej lotniskowiec, który służy jako okręt-muzeum.
Wtedy kierowca się odezwał: „Ostatni raz, kiedy widziałem ten statek, stacjonowałem w Wietnamie”. Z mojego miejsca widziałem tylko jego oczy, które odbijały się we wstecznym lusterku.
Nawiązaliśmy kontakt wzrokowy w bladym świetle.
„Pewnie wywołuje to w panu wiele wspomnień” – powiedziałem po jakimś czasie.
Milczał przez dłuższą chwilę. „Tak” – odpowiedział.
Słuchałem ciszy, która zapadła. Nawiązaliśmy bliższy kontakt wzrokowy i było między nami jednocześnie więcej przestrzeni. Po jakimś czasie znowu się odezwał: „Kiedy wróciliśmy, wszyscy nas nienawidzili”.
Milczałem, dając mu tym samym przestrzeń. W tym czasie opony uderzały o wyboje na drodze rytmicznie niczym bijące serce. Przestrzeń na jego ból, potrzebę bycia widzianym, potrzebę uznania, miłości. Jego ból zdradzały ukradkiem rzucane spojrzenia.
„Wyobrażam sobie, jak trudno było ryzykować własnym życiem. Odrobina docenienia mogłaby wiele zmienić” – powiedziałem.
Znowu zapadła cisza. „Tak… Na pewno byłoby inaczej”.
Widziałem tylko jego oczy odbijające się w lusterku, ale zdołałem zauważyć, jak wypełniają się łzami. Dalej jechaliśmy bez słowa, mijając puste ulice.
Po kilku minutach dojechaliśmy do celu. Sięgnąłem przez okienko w szybie oddzielającej mnie od kierowcy i zapłaciłem. Przepełniony współczuciem i serdecznością, powiedziałem zwykłe „dziękuję”. W swojej głowie dziękowałem mu nie tylko za dowiezienie mnie na miejsce, ale i za jego służbę. Otworzyłem drzwi i ruszyłem w swoim kierunku, aż tu nagle usłyszałem, że otwierają się za mną drzwi taksówki. Obróciłem się, a to mój nowy znajomy szedł ku mnie z wyciągniętą dłonią. Na jego twarzy malowała się ulga. „To ja dziękuję”. Uścisnęliśmy sobie dłonie i rozstaliśmy się.
Nie zapomnę tej jazdy. Przenigdy.
Praktyka 1
Poszerzanie świadomości
Obserwuj, kiedy używasz wspomnianych nieempatycznych, nawykowych form komunikacji. W wolnej chwili wyobraź sobie, jak mogłaby brzmieć twoja empatyczna odpowiedź: co mogła czuć druga osoba? Czego mogła potrzebować, czego chcieć więcej, za czym tęsknić? Poszukaj odpowiedzi na liście uczuć i liście potrzeb. Teraz wyobraź sobie, co mogł_ś powiedzieć.
Praktyka 2
Pobaw się empatią i jej brakiem
Będzie ci potrzebna kartka i coś do pisania.
Najpierw zapisz, co mógłbyś lub mogł_byś powiedzieć, kiedy potrzebujesz empatii, np. „Bardzo się stresuję swoimi finansami”.
Wskazówka: Nie wybieraj czegoś dużego, zaraz zrozumiesz dlaczego.
Przeczytaj swoją wypowiedź i zapisz możliwe nieempatyczne odpowiedzi, jakie możesz usłyszeć (wspomniane wcześniej). Może być to np. porównywanie („Wydaje ci się, że twoje finanse są w złej formie? Ja jestem spłukany od…”), edukowanie („Widzę to tak, że kryje się w tym dla ciebie lekcja …”), bagatelizowanie („Będzie dobrze”) albo zbieranie danych („Powiedz mi, kiedy to się dokładnie zaczęło”).
Następnie przeczytaj znów tę wypowiedź i zapisz swoją empatyczną odpowiedź. Może brzmieć tak: „Czujesz strach, bo chcesz więcej spokoju?”.
Do tej praktyki najłatwiejsza może być najprostsza forma empatii: „Czujesz … (tu wstaw odpowiednie uczucie z listy), bo potrzebujesz więcej… (tu wstaw odpowiednią potrzebę z listy).
Książka zawiera treść kursu "Praktyka Współczucia" w formie książkowej. Jeśli był_ś na kursie w książce zobaczysz nieznaczne zmiany, ponieważ została poddana redakcji a treść została dopasowana do formy książkowej. Są też zmiany w treści, bo skorzystaliśmy z Magdaleną z okazji do poprawienia niektórych sformułowań korzystając z obecnego rozumienia znaczeń, które Thom chciał przekazać. Natomiast w całości treść jest zgodna w 98% z treściami które wysyłamy mailem na kursie.
Kup jeśli masz ochotę mieć treść kursu pod ręką - zamiast jak wiel_ z nas - drukować co tydzień maile :-)
Więcej na temat książki na stronie wydawnictwa => TUTAJ
Książka cenie 59 zł (plus koszty wysyłki)
Kupując w ten sposób, wspierasz osoby, dzięki którym książka mogła się ukazać w Polsce
W innych sklepach internetowych. Najtańszą opcję znaleźliśmy w styczniu 2026 ; za 37,38 zł (plus koszty wysyłki).